pa

zamykam blog na zawsze.Chce podziękować Sebie i Nyotcie.Nie wiem jak to się odmienia.Ale wiem że tylko oni dodali tu wpis.Ten blog to śmieć.Nie było tu dużo miłych komentarzy.Zazwyczaj były nie miłe i wyrzucałam je do kosza.Dziękuję i do widzenia.A więc i tak bym to zamknęła.Może kiedyś otworze nowy blog a może nie.

miłość

Dzisiejszego dnia rodzice zaręczyli wszystkie lwiątka.Nikt nie chciał być złośliwy więc rozdzielono ziemie.(takie tam,żeby przypomnieć wam kto z kim jest)

Kejra+Monder

Alejandro+Roki

Kovure+ja

Sania+Leon

To tyle.To nie miał być wpis to tylko przypomnienie.Zmieniam zdanie,następny wpis będzie już o narodzinach dzieci.

Jeszcze raz przepraszam i coś strasznego

Tak mi przykro nie wiem kiedy będą kolejne notki bo od 1 do 27 jadę nad morze potem mam dwa dni spokoju i jadę w góry aż do 24 sierpnia.Następnie przyjeżdżają do mnie kuzyni i zostaje mi jeden dzień wolny.-spodziewać notek możecie się jedynie 28,29 lipiec i 31 sierpień a potem już normalnie będę dawała notki.

 

Coś strasznego.Przed moim domem stał duży zamochut i wyrzucił małego kotka.Natychmiast do niego pobiegłam.Wiadomo to daleki kuzyn króla lwa, ale dalej.Okazało się że ma złamaną nogę i nie ma nawet 3 miesięcy.Ledwo chodzi i z trudem oddycha.Przygarnęłam go( jak 7 innych kotów).Kocica czegała aż przyjedzie weterynarz 3 godziny.Okazało się że że została pozbawiona większości wąsów a jej noga naprawdę jest złamana.Daliśmy jej pić i jeść.Zaprzyjaźniła się z moim psem.Pies ma już 3 szczeniaki a karmi mlekiem jeszcze kota.Wiedziałam że mój pies jest wspaniały.Ale zwróćmy uwagę na kocie.Biedactwo kto mógł to zrobić.Kicia jest szarawa w czarne łaty.Najzwyklejszy w świecie kot.Ale na moim blogu nikt nie zostanie bez pomocy dlatego…

!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

OTWIERAM PAKT POMOCY JEŚLI KTOŚ ZGUBIŁ KOTA NIECH PISZE NA                        poklaudia@gmaiil.com A JEŚLI KTOŚ TAK JAK JA SZUKA WŁAŚCICIELA NIECH ZGŁOSI TO W KOMENTARZU WIADOMOŚĆ NATYCHMIAST POKARZE SIĘ NA MOIM BLOGU

!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Zniszczona więź Leona i Kejry

Dzisiejszego dnia tak jak zawsze spędzałam czas z Kovurem.W końcu Kovura zawołała mama i zaczęła uczyć o panowaniu nad lwią ziemią.Tymczasem ja przechodziłam się po teretorium i spotkałam siostrę mojego narzeczonego.Byłam pewna że nikt mi go nie odbierze ale Leon i Kejra nawet dobrze się nie znali.Podeszłam bliżej lwiczki.Płakała.Jej gorzkie łzy tworzyły na ziemi dość dużą kałuże.Musiała tu być od dłuższego czasu.Podniosłam ją z ziemi i spytałam

-co się stało Kajra

-bo…bo twoja siostra chce mi odbić Leona.

-Jak to się stało opowiedz

-twój brat ALEJANDRO i ta zdzira SANIA działają razem.Dziś rano szłam z nim nad wodospad.Tam miał mi coś wyznać.Ale po drodze spotkaliśmy Alejandra i on mnie zagadał.

Razem odeszliśmy trochę dalej.Zaczeliśmy rozmawiać o tym który lew najbardziej mi się podoba.A która lwica mu.I zaczęliśmy rozmawiać o związkach innych.Naprzykład o tobie i Kovure.Jesteście wspaniałą parą.A potem powiedziałam że ja jestem z Leonem.A on zaczął na mnie krzyczeć że nie jesteśmy zaręczeni i skoczył na mnie.Potem krzyknął pinde ja.Wiem że znaczy to wygrałem.Ale potem było już tylko gorzej.

  Zaczął mówić że skoro mnie pokonał to pokona też Leona, a jeśli tak to według prawa lwiej ziemi ja będę musiała być z nim w związku.I gdzieś poszedł.A co jeśli on rzeczywiście wygra.

-Rozumiem powud twoich łez

-Ale nie dlatego płacze

-To dlaczego

-No bo postanowiłam wrócić do Leona,ale znalazłam go tulącego się do Sani i on wyglądał na szczęśliwego.

-Poczekaj chwilę to zedrę mu ten uśmieszek z twarzy

-Naprawdę zrobisz to dla mnie

-Oczywiście skarbie,nikt nie będzie zasmucał mojej koleżanki.Wiesz co mam plan porozmawiam z nim i dowiem się czego ś ciekawego.A następnie my zmusimy go do łez.Słuchaj zrobimy tak…

Zaczęłam szeptać jej coś na ucho i pobiegłam do Leona.Rzeczywiście był z moją siostrą.Podeszłam bliżej zauważył mnie.Sania tylko uśmiechnęła się chytrze i zostawiła mnie z Leonem.

-Witaj piękna

-Nie teraz

Zaczęłam gonić siostrę.W myśli słyszałam ten krzyk.Niszczysz miłość Kejra już nigdy nie będzie szczęśliwa a to wszystko przez TE ZDZIRE SANIRĘ.Te słowa mnie prześladowały.Biegłam dalej.Ziemia zaczęła być ciemna a drzewa uschnięte.Potem była już tylko pustynia.Moja siostra uciekła a ja byłam tam sama.Ale nie.Ktoś tam był nieprzytomny.Mały żółty lew i brązowa lwiczka.Przestraszyłam się.Wysunęłam pazury.Po policzkach zaczęły mi ciec czarne łzy.Moje ciało pokryło się czarnymi kropkami.A oczy zamiast fiołkowatego koloru stały się brązowe jak kora uschniętych drzew z pobliskiego lasku.Ogon nie miał już futerka na końcówce.Była gepardem.Wzięła na plecy 2 przybyszy i pobiegła nad lwią skałę.Kiedy lwiątka się obudziły okazało się że brązowa lwiczka to Roki a lew to Monder.Kejra odrazu zakochała się w Monderze a Alejandro w Roki.Kejra zrezygnowała z planu zmuszenia Leona do łez.Alejandro odrazu pobiegł do Roki i razem spędzili całe popołudnie.Tak samo Kejra i Monder.Za to Leon i Sanira też mogli być razem.Kejra tym razem nie zwlekała z czasem i od razu zaręczyła się z Monderem.Roki i Alejandro też byli już zaręczeni.

cmentarz 2

Hieny wyszły zza czaszki.Odrazu spojrzały na lwiątka i znów się zaśmiały.

-proszę,proszę kogo my tu mamy Ezri

-Sama nie wiem Kongo

-tak jak myślałem dwoje intruzów

Wtedy mały lewek ze strachem odparł.

-Spójrzcie jak już późno my musimy już iść

-ale po co ten pośpiech zostańcie na kolacje

-Właśnie my przy stole a wy na talerzach hihihihihi

-ciekawe jak smakują lwie utka co Ezri

Hiena pociągnęła Leona za obon i przytrzymała go.Ezri nachyliła się i głośno mlasnęła.

- Nie wiem ale napewno są smaczne

-zaraz jak je rozdzielimy,przecież ta mała to tylko kości

-to proste,ja biorę tego tłustrzego a ty ją

Wtedy my przeczołgaliśmy się pod ich stopami.Kiedy byliśmy już trochę dalej zaczęliśmy biec.Ale oni to zauważyli i zaczęli nas gonić.Weszliśmy na skarpę dzielącą cmentarzysko z lwią ziemią.Wepchnęłam Leona na lwią ziemię i kazałam mu biec po pomoc do mojego ojca i matki.Kiedy był już daleko ode mnie na horyzont zaczął wchodzić księżyc. Pobiegłam do tamtej czaszki gdzie czekały hieny.Schowałam się za kłem czaszki i wtedy hieny mnie zauważyły.Pobiegłam więc wgłąb wyspy czaszek słoni.Nie zauważyłam nawet że biegnę w kierunku przepaści.Spadłam w dół.Słyszałam jak hieny zbliżały się do mnie. Wtedy zobaczyłam te 2 hieny.Zaczęły się do siebie uśmiechać wtedy Kongo uśmiechnął się do mnie chytrze i zaczął mówić.

-gdzie twój przyjaciel kiciu?Zostawił cię?A może sama uciekłaś?

-zbyt często wchodzicie mi w paradę

-o czym ty mówisz

-zabraliście mi dziadka z babcią i stado, w którym miałam żądzić

-o c ci chodzi my nikogo jeszcze nie zabiłyśmy moja droga

-ciekawe czy to samo powiedzieli byście dziadkowi Tace i babci Sarafi

-ty znałaś naszego zleceniodawcę Takę

Wtedy ze skarpy zleciał lew.

-co jest macie ją wykończyć,wasi rodzice byli mi posłuszni i zabili Takę i wy też będziecie

Spojrzałam groźnie na lwa

-morderca-krzyknęłam już nie słabym głosem lecz głosem jakby 10 lwów naraz-zdrajca,teraz zginiesz.

Na horyzont wyszło słońce,a ja spojrzałam na niego i wyszeptałam

-masz 5 sekund na ucieczkę

Moje kości zaczęły się łamać.Pysk się wydłużał.Rosłam.Moje futro przybierało kolor siwy,a ogon stawał się bardziej psi.Moje zielone oczy stały się złote a łapy były jeszcze chudsze i dłuższe.Wyciągnęłam od tej pory haczykowate szpony.Wyszczerzyłam wilcze kły i powiedziałam ostatnie słowa jakie dało się zrozumieć z mojego skowytu

-5

Potężny wilkołak stał tam.Dwa razy większy niż tamten potulny Mufaka.

Wilczyca rzuciła się na Mufakę i go zabiła.Spojrzała na pobliski las i ukryła się tam.Kiedy księżyc zaczął znikać i już prawie nikt go nie widział wróciła do domu.W połowie drogi jej ciało znów przybrało formą małej lwiczki.Wracała dalej.Weszła do jaskini położyła się i spała cały dzień.Ale w nocy znów się zaczęło.Tydzień potem kiedy księżyc nie był już w pełni.Nie była taka zmęczona dniami i nie szalała nocami.Kovure na szczęście tylko omdlał.Został zwrócony matce a ojciec lwiątka został wygnany.Po tych wszystkich wydarzeniach dobrze byłoby odpocząć.Ale nie było to im dane.Tydzień potem urodził mi się brat.

Ale i siostra rosła.Już nie długo będzie mogła się z nami bawić.Bardzo podobał się jej Kovure ale wolała Leona.Jednak czułam że będą z nią problemy.Leon bardzo polubił Kajre a teraz?Dochodzą jeszcze 2 przybysze i wszystkie udane związki mogą się rozpaść.

Przykrość i cmentarz 1

1.Tak mi przykro nie wiem kiedy będą kolejne notki bo od 1 do 27 jadę nad morze potem mam dwa dni spokoju i jadę w góry aż do 24 sierpnia.Następnie przyjeżdżają do mnie kuzyni i zostaje mi jeden dzień wolny.

2.Cmentarz

Rozpoczął się cudowny dzień.Słońce wleciało do naszej jaskini.Moja siostra szybko rosła ale mnie to nie interesowało.Za to bardzo przejęłam się tym że mam mieć brata.Jednak moje troski rozwiał Kovure, który właśnie zawitał w mojej jaskini.Tata bardzo polubił lewka.Kovure też był brązowy i miał brązową grzywę.Wyglądał tak jak Sawa, moja matka bardzo polubiła lwa.Przypominał jej dzieciństwo i swoją pierwszą miłość.Lwiątko jak już mówiłam weszło do jaskini.Jego muskuły zakryły pierwsze pobłyski słońca.Natychmiast wstałam.Wyszłam z przed jaskini,a słońce jakby było moją bateriom.Wydałam ryk.Słońce wyszło już na horyzont.Zaryczałam jeszcze raz tym razem tak jak przy narodzinach. Książę wystraszył się ale wkrótce ryczał ze mną.W jego oczach był taki błysk.Pojawił się tak nagle, kiedy ja zaczęłam ryczeć on się przyłączał i za każdym razem jego ryk stawał się potężniejszy.Wkrótce moje ciało zapłonęło.On nadal ryczał.Wtedy spojrzał na mnie. Otworzyłam oczy a on się uśmiechał.Nierozumiałam on uśmiechał się do lwa który płonie.Podszedł do mnie bliżej i polizał w policzek.Zarumieniłam się.Płomień zgasł.Tata tylko na nas patrzał.Czuł że mały lew jest mu bliski jak syn.Jak najszybciej chciał mieć swojego syna.Chciał mu przekazać władze choć obiecał to mnie.Wtedy przyszedł żółty lwiak a tata się rozkwasił.Kovure wypiął dzielnie pierś i odezwał się do Sawy.

-O panie czy mógłbym wziąć pańską córkę na spacer

-Pewnie mały

-Dziękuję

Lewek doszedł do mnie i wtedy pobiegliśmy wszyscy troje.Po drodze spotkaliśmy Idie i siostrę Kovure.Niestety ona musiała iść na lekcje polowania.Poszliśmy dalej.Wspieliśmy się na skałkę.Pierwszy był tam Leon a potem ja.Pomógł mi się wdrapać.Kovure nie był zadowolony kiedy zobaczył jak on się na mnie patrzył.Potem się w końcu odezwał.

-Inewera choć pokaże ci coś w wodzie

  Podeszłam do Kovure i przytuliłam go potem podeszłam do ojca a on do swojego.Coś mu powiedział.Ja szepnęłam tacie że zakochałam się.Obaj się zdziwili kiedy przestaliśmy szeptać.Dziwnie się na nas  spojrzeli.Wtedy tata się uśmiechnął do mnie.Za to ten drugi zrobił groźną minę i zabrał syna.Leon uśmiechnął się szyderczo do brązowego księcia.Leon podszedł do mojego ojca.

-proszę pana czy mogę wziąć pańską córkę na spacer

-dobrze ale jeśli coś się jej stanie…

-dobrze

Lwiątko podeszło do mnie.Uśmiechnęło się.Złapało mnie za łapę i poszliśmy.Na początku podeszliśmy nad staw.Wskoczyłam do wody.Zaczęłam pływać i nurkować, a on łapał motylki.W końcu zanurkowałam bardzo głęboko zauważyłam tam małe brązowe lwiątko.//Kovure o nie//-pomyślałam.Wypłynęłam na powieszchnie  i łyknęłam dużo powietrza.Znowu zanurkowałam i wyłowiłam lwiątko.Nie myliłam się to był Kovure.Szybko pobiegłam do domu i zostawiłam tam ciało lewka.Wtedy po raz 1 widziałam strażnika.Lwiątko miało wspaniałego lwa za strażnika.To był Revi.Złożyłam pokłon strażnikowi i pobiegłam z powrotem do Leona.On chciał pokazać mi gdzie mieszka.Poszliśmy tam razem.Leach bardzo ucieszyła się widząc swojego syna z lwiczką swego brata.Zaczęło się ściemniać.Leon był pewny że wie gdzie są skruty do mojego domu.Pobiegliśmy w stronę ciemnego miejsca.Leon był pewien że mieszkam po drugiej stronie.Weszliśmy daleko za granicę.Zaczęły tam być kości słoni.Zainteresowała mnie jedna czaszka.Pobiegliśmy do niej.Oparliśmy się o jej kieł i zajrzeliśmy co jest dalej-kolejne kości.Wtedy zapytałam go

-myślisz że są tu ich mózgi

-można się tego łatwo dowiedzieć

-czekaj tam może być nie bezpiecznie

-niebezpiecznie.Ja niczego się nie boje, hahahahahaha

Wtedy usłyszeliśmy śmiech.Był złowieszczy.Hihihihihihihihihihihihihihi.

-to hieny.

-co,nie bój się.Obronie cie

-nie oto się martwię.Niedługo pełnia a ja…

-co

-kiedy księżyc wejdzie na horyzont zostawisz mnie i uciekniesz.Nie będziesz się obracał i nikomu nie powiesz że tu jestem.Tylko mojemu ocu i matce.Nikt inny nie może o tym wiedzieć rozumiesz

-dobrze…

Przychodzę na świad

To było nad kamienną płapką.Brązowy lew właśnie tu przyszedł.Potężne stado wszyscy martwi ale on nadal miał nadzieje.

-Ona nie mogła zginąć.Ona i moja córka.

Po chwili usłyszał płacz.Podszedł bliżej zauważył…Swoją żonę i dwa małe lwiątka.

-Eclips czemu płaczesz mamy 2 pociechy

-Dwie martwe pociechy krzyknęła.

-Gdyby żyły nazwał bym je inewera i iskra

-Piękne imiona

Wtedy kremowe lwiątko zaczęło lśnić na niebiesko.Zaczęło otwierać oczy a błysk schował się w nich.Ziewnęła.Nagle na jej głowie pojawiła się grzywka.Lwiątko zaczęło płonąć.Wystawiło pazurki a ogień schował się w nich.Wtedy lwiątko zaczęło szybko rosnąć.Było już lwiątkiem normalnej wielkości.Lwiątko ryknęło.Ryk był bardzo potężny.Silniejszy od ryku dorosłego króla.Wtedy drugie lwiątko ziewnęło

-One zyją

-Tato,moja głowa.Boli i co to za okropna ziemia

-Muszę ci coś pokazać córeczko.

Wybiegliśmy na dwór.Wbiegliśmy na lwią ziemię i zaczęliśmy granie w berka i chowanego.Potem były wyścigi i wpadłam na pewnego lewka.Od razu się w nim zakochałam a tata rozpoznał rodziców lwiaka.

-Idia i ty

-A ty to kto

-Sawa o pani,prawdziwy władca

-który uciekł

-przestańcie,bracie wiesz że miejsce na tronie czeka

-nie potrzebuje go,mam córkę i to mi wystarczy

-zmieniłeś się

-Leach-powiedział ze zgorszeniem.Natychmiast spojrzał na jej syna.Tymczasem dzieci zaczęły ze sobą rozmawiać.

-Cześć jestem Leon-odezwał się żułty

-Ja jestem inewera

-A ja Kovure- odpowiedział brązowy lwiak-a to moja siostra Kejra

-Berek,hahaha-zaśmiała się pomarańczowa lwiczka

Kejra złapała Leona i schowała się za brata.Wtedy brązowy lwiak upadł na ziemie a ja wpadłam na ziemie.Przez przypadek się pocałowaliśmy a ja natychmiast z niego zeszłam.On zato leżał tam tak przez cały czas i zasypiał.Zaczęłam go łaskotać i krzyczałam wstawaj śpiochu a on się śmiał.Zakochałam się w nim.

Wszędzie razem chodziliśmy aż zauważył to Leon.Był zazdrosny.Urwał róże i przyniósł mi kiedy byłam z Kovurem.Niewiedziałam co zrobić.Obaj byli silni i przystojni.Przyjęłam różę i poszliśmy się bawić.Poszliśmy na spacer.Kovure opowiadał mi o dawnych władcach.Panowaniu tej ziemi i o wszelkich wojnach.Potem zaprowadził nas nad staw.Wszyscy wykąpaliśmy się a Kovure zaczął opisywać różne miejsca i obiecał że zaprowadzi nas na cmentarz słoni.Odprowadził mnie do domu i odszedł.

strażnicy

Idia leżała smutna na kamieniu i zastanawiała się nad swoją przyszłością.Nie będzie królową, nie potrafi nawet sama o siebie zadbać.Zawsze wpada w tarapaty i ktoś musi ją ratować.Tym kimś przeważnie zawsze był jej brat.
-Głupi Sawa-powiedziała do siebie.-Przyszły król, władczy, mądry i waleczny.Dlaczego ja taka nie jestem?
Bo jesteś sobą i nic tego nie zmieni.

 

Słysząc nieznany głos wystraszyła się.Koło siebie spostrzegła w końcu brązową lwicę z zielonymi oczami.Nie była jednak żywa.Świeciła się i zdawała się być duchem.
-Kim jesteś?
Jestem twoją strażniczką.Nazywam się Uru.Posłuchaj mnie maleńka.Nie jesteś jak twój brat i nie możesz być nim.Każdy ma na tym świecie swoje miejsce.Jeszcze jesteś młoda, ale w końcu zrozumiesz, ze ono jest tutaj na Lwiej Ziemi u boku rodziny.Jesteś odważna i harda.To twoje atuty.Nie próbuj być nikim innym.

Lwica zaczęła znikać.
-Poczekaj!Kim właściwie jesteś?I co to wszystko znaczy?Nie zostawiaj mnie.
Nie zostawię.Jestem stróżem i zawsze będę przy tobie.
Później Idia pobiegła do rodziców opowiadając im o Uru i pytając kim była za życia.
-Uru powiadasz?-Zaczął Simba, który akurat był w jaskini.-To zaszczyt mieć ją za strażniczkę.Możesz czuć się godnie.
-Tak jest.Dziękuję dziadku.Do zobaczenia.
-Na razie maleńka.

Robiło się ciemno.Leah wyostrzyła wzrok i dostrzegła swoją siostrę.Ta podeszła do niej.
-Leah, co ty tutaj robisz?DObrze, ze rodzice nie wiedza, ze wyszłaś.
-Simba powiedział, ze tutaj objawi mi się mój strażnik.
-I udało się?
-Tak.Nazywa się Sarabi.Była królowa naszego domu gdy panował Mufasa.
-Gratuluję siostrzyczko.-Powiedziała Idia.-Z naszej trójki już tylko Sawa nie poznał swojego stróża.Ale będzie zazdrościł.
-Tak, to ciekawe, ale jeśli on nie ma strażnika?Będzie zawiedziony.
Siostry spojrzały po sobie.Młodsza miała rację i Idia musiała jej to przynać.Jeśli Sawa nie posiadał strażnika, mogło to oznaczać coś złego.Leah spojrzała smutno na Sarabi, a ta tylko uśmiechnęła się i powiedziała.

-Spokojnie.Nie musicie się o nic martwić.Przekaż wieści Asante i pozdrów ode mnie Simbe.Miałam kiedyś syna o tym imieniu

Lwica zaczęła znikać, a w końcu małe zostały same.Postanowiły wrócić do domu i podzielić się wieściami.Jednak by nie niepokoić rodziców i nikogo nie budzić, postanowiły zrobić to rano.

Idia była szczęśliwa poznawszy swoja strażniczkę i natychmiast opowiedziała o tym przyjaciołom i rodzeństwu.Wszyscy jej pogratulowali.Teraz swoich strażników mieli do odkrycia Sawa.

Minęło troche czasu.Nikt nie wierzył że Sawa żyje.Minęło już 6 lat.I nikt o nim nic nie wie.Ale przecież on żył,nie mógł zginąć.Tylko Idia tak myślała i cały czas szukała brata.Dziś miał mieć 16 urodziny.

Znalazła go.Rozmawiał z jakimś duchem,a raczej 3.

-LUX,on przecież jest duchem nieśmiertelności i jeszcze Revi i Isaka.To są przecież najlepsze duchy.

Lew to usłyszał i zaczął uciekać.Lwiczka chciała go dogonić,ale nie mogła .W końcu lew przystanął

-Kim jesteś czego chcesz

-SAWA TO NAPRAWDĘ TY

-Aty to kto

-jestem twoją siostrą Idia

-ja nie mam siostry

-Sawa

-Sawa nie żyje,ja jestem Koda

-nieprawda jesteś moim bratem i przyszłym królem

-przyszłym to ja jestem ojcem

-Sawa musisz wrócić na tron

-Jeszcze go zdobędę,a raczej moja córka

-masz 16 lat

-i co z tego,nic mi nie zabronisz

-Kofu cię sprowadzi na tron

-Kofu ten łajdak zniszczył mi życie,myślisz że od czego mam tyle ran

-Dotty da rade

-Gdyby nie ona,nie miałbym 2 ran na oku i nie byłbym przebity

-Musisz tam wrócic

-wrócę i zabije całą te przeklętą rodzinę zaczynając od ciebie

Lew skoczył na bezbronnom lwiczkę.Ale jego atak odbił jakiś inny lew.

-Kongo nie

Lwy zaczęły długą walkę.W końcu to Sawa był na górze.Odszedł.Zaczął biec.Uciekł.

niebespieczeństwo

Gdy słońce było już na niebie trzy lwiątka wyleciały z jaskini niczym burza.Bardzo chciały się pobawić z przyjaciółmi.Jednak nigdzie nie mogli ich znaleźć.Postanowiły, że pobawią się same.Chodziły po całej Lwiej ziemi szukając czegoś ciekawego.Po chwili Idia potknęła się i spadła z małego urwiska.
-Idia!Nic ci nie jest?
-Nie, ale nie wejdę z powrotem.
-Poczekaj.Już idziemy.
Rodzeństwo ześlizgnęło się do lwiczki.Byli w jakimś dziwnym miejscu.Ziemia była sucha i martwa, nigdzie nic nie rosło.Wszędzie było tylko pełno kości.Lwiątka zaniemówiły tym widokiem.
-Jeju.-Powiedział Sawa.
-Lepiej wracajmy.Tutaj chyba nie jest bezpiecznie.-powiedziała przestraszona Leah.
-No co wy.Rozejrzyjmy się.-Powiedział książę.-Ciekawe co to za miejsce.
Lewek szedł pierwszy dumnym krokiem, a jego siostry za nim.W pewnej chwili usłyszeli warczenie dochodzące z wielkiej czaszki.Wyszła z niego stara, jasno brązowa lwica.Wyglądała na chorą i ranną, ale i groźną.
-Co wy tutaj robicie dzieciaki?-Spytała groźnie.
-My nic.Wpadliśmy przez przypadek tutaj.-Powiedziała Idia.
-Skąd jesteście?
-Z Lwiej Ziemi.Jesteśmy dziećmi Kofu i Dotty.
Na te słowa lwica chytrze się uśmiechnęła.
-Hmmm to się dobrze składa.Dzieci tego zdrajcy Kofu tutaj, same, bezbronne.
-Czego od nas chcesz?!-Krzyknęła przerażona Leah.
-Zemsty oczywiście.Lwia Ziemia miała być nasza, a on to zniszczył.Teraz zrewanżuje się.
Nim lwiątka się spostrzegły lwica zamachnęła się i uderzyła Idie z całych sił.Ta odleciała kawałek dalej.Zaczęła ją gryźć i drapać.Lwiczka próbowała się bronic ale nie miała sił.W tedy Sawa skoczył na lwicę i mocno poranił jej grzbiet.W jedenj chwili zeskoczył i podchaczył napastnika.Lwica upadła z hukiem, ale po chwili wstała.Lwiczki schowały się za bratem.Ten najeżył się, pokazał kły i wystawił pazurki.Próbował ryczeć ale nie szło mu najlepiej.W pewnej chwili usłyszeli głośny ryk dorosłego lwa i w mgnieniu oka pojawił się Kofu z Dotty.Lwica odsunęła się od maluchów i spojrzała na ich wybawcę.Kofu oniemiał.Lwica wyglądała jak jego matka Auriela, ale ta nie miała sciętego ucha, ani nosa złoziemcy.
-Kim jesteś i co zrobiłaś naszej córce?!
-A nie widzisz?Biedny Kofu.Twoje maleństwo może tego nie przeżyć.I co teraz?
-Kim jesteś?!-Krzyknął jeszcze raz.
-Nie pamiętasz mnie?
Kofu chwilę myślał.Już sobie przypomniał.
-Kafu.Nie mogę uwierzyć, że żyjesz.Gdzie byłaś przez ten cały czas?
-To nie twoja sprawa zdrajco.
Kofu zawarczał na nią, a ta wystraszona cofnęła się.Lew wziął córkę w pysk.

Lwica odeszła, a maluchy schowały się za rodzicami.Idia miała na całym ciele poważne obrażenia.Kofu musiał szybko ją stąd zabrać.
Szybkim biegiem ruszyli do domu, nikt nic nie mówił.Kofu zabrał córkę do groty i wezwałSimbę.Kiedy wrócił poprosił dzieci z Dotty na rozmowę.
-Co wy sobie myśleliście zostając tam?
-Tato przepraszamy.
-Mogliście zginąć.Gdy zanjdziecie się na obcej ziemi należy od razu uciekać.
-Wiemy.
-Wiecie?To czemu zrobiliście inaczej?!Co?
-Tato, my nie chcieliśmy cię zawieść.Byliśmy ciekawi.
-Poczekaj Kofu spokojnie.Dzieci jak się tam znaleźliście?

Kofu nie zaczekał na odpowiedź z całej siły walnął Sawę.Teraz lwietko wygladało strasznie.Całe we krwi,omdlało.Rany były bardziej poważne niż te Idi.
-Bawiliśmy się i idia się potknęła i spadła tam.Zeszliśmy do niej, a potem postanowiłem, żebyśmy chwilę pochodzili, bo może być zabawnie.
-Leach!Zabawnie?Sawa naraziłeś siostry.-Krzyczała Kiara.Też go walnęła.Lwiątko ocknęło się i ostatkiem sił trzymało się czubka Lwiej Skały
-Tak wiem mamo, ale ja naprawdę nie chciałem.Przepraszam.
-Ale Sawa nas obronił.Idia żyje tylko dzięki niemu.On zaatakował lwicę i w porę zjawiliście się wy.-Powiedziała szybko leah.Nie chciała stracić brata.Podbiegła do niego i w ostatniej chwili złapała go za łapki.
Rodzice tylko westchnęli.Nie wiedzieli już co zrobić.Pozwolić spaść obojga czy tylko Sawie.W jednej chwili znienawidzili go.
Wzięli Leach,a Sawa dalej wisiał
-Widzisz?Taki jest ten twój wspaniały przyszły król.
-Dotty jestem zmęczony, daj mi spokój.
-Mówię ci.Zastanów się.On się nie nadaj

Simba skończył pracę.Zostawił lwiątka same z rodziną.Ciekawił się tylko gdzie jest Sawa. Lwiątko już dawno było na dole.Nie poruszało się.Rankiem znalazła go biała lwica i natychmiast zawołała swojego ojca ……….Takę.Lew wziął Sawę i zostawił w pobliskiej jaskini.Zostawił mu też zebre.Od tamtej pory lwiak unikał swojej rodziny.Przy jaskini rosły piękna kwiatki.Gdy Eclipse tam podeszła książe wyszedł.

-Widzę że twoje rany lepiej wyglądają

-nawet o nich nie mów

I wręczył jej kwiatek

inne lwiątka

Maluchy rosły jak na drożdżach.Sawa już wydawał się być odpowiednim wyborem na króla.Był władczy, mądry i zrównoważony, jednak jeśli chodziło o zabawę nie potrafił się opanować.Uwielbiał też walczyć dla zabawy, ścigać się i polować.Bardzo podobały mu się opowieści o bitwach i wielkich królach z przeszłości.Słuchał ich jak kazania i nigdy nie zapominał.Wszystkie znał na pamięć.Wiedział że pierwszym lwem był Lux i jego żona Aniel.Razem mieli 4 dzieci Abasiego,Asaliego…(no od tamtond znacie.Zaczęłam tam prowadzić bloga). Mała Leah była dość nieśmiała, ale przyjacielska, delikatna, i zawsze radosna.Jej ulubionymi opowieściami były te o innych ziemiach wszelkiego rodzaju oraz legendy z nimi związane.Kochała spokój i ciszę, za to Idia każdemu chciała w czymś pomagać, wspierała wszystkich w złych chwilach  i gdy mieli coś do zrobienia.Była roztrzepana i często zapominała o co chodziło.Nie przepadał za opowieściami, nawet ich nie słuchała, ale była przy nich ze względu na towarzystwo rodziny.Maluchów było wszędzie pełno.Ciągle chciały się bawić i nie dawały nikomu spokoju więc Kofu i Dotty postanowili zapoznać je z innymi lwiątkami ze stada.Sawa, Leah i Idia właśnie bawili się przed jaskinią,Rodzice podeszli do nich, by je zawołać.

-Dzieci chodźcie na chwilę!-Zawołała mama.
-Już idziemy!-Odkrzyknęły maluchy.
-O co chodzi?-Zapytała Idia.
-Nie chcielibyście poznać nowych kolegów w waszym wieku?
-Tak!Jasne, ze chcemy!
-No to chodźcie.-Powiedział tata.
Szli aż do wodopoju, gdzie bawiły się inne maluchy.Dostrzegli oni trzy lwiątka.Dwóch chłopców i jedną dziewczynkę.Jeden chłopiec był ciemny prawie tak jak książę, drugi zaś jasny z ciemną grzywką, a dziewczynka była jasno szara z fioletowymi oczami.Książęta podeszli do nich i przywitali się.
-Cześć wam.-Powiedzieli.
-Hejka!-Odpowiedzieli nowi.
-Jestem Książę Sawa, a to moje siostry Leah i Idia.
-Jeju, wy jesteście dziećmi władców?Super.-Odpowiedziała podekscytowana lwiczka.-Ja jestem Akila, a to Asante i Dogo.Miło was poznać.
Gdy to mówiła przysunęła się bliżej księcia.Widocznie młody lew podobał się jej jednak on tylko się zmieszał zaistniałą sytuacją.Jasny lewek Asante widząc to odsunął lwiczkę od kolegi.
-To co bawimy się?-krzyknęła Idia.
-Tak!-Odkrzyknęła reszta.
-Czekajcie.Trzeba poczekać na Eclipse*.-Zawołał Dogo.-Zaraz tu będzie.
Lwiątka czekały kilka minut aż zza krzaków wyszła śnieżnobiała lwiczka z ciemnym noskiem.Gdy Sawa ją dostrzegł zaniemówił z wrażenia.Była piekna.
-Cześć, ty jesteś Eclipse?Ja jestem Leah, to Idia i Sawa.
-Miło was poznać.Cześć idia.Cześć Sawa.
-Hejka.Masz śliczne futro.Nie widziałam jeszcze białego lwa.-Odparła Idia.
-No wiem, często to słyszę, ale to nic takiego.
-Chyba żartujesz.To niezwykłe.-Powiedział wreszcie Sawa.Widać było, ze tym komplementem zawstydził lwiczkę.

-Dziękuję.Pobawmy się wreszcie.
-W zapasy.-krzyknął Dogo.
-Dobra, nie macie ze mną szans!-Krzyknął Sawa.
-Uważaj braciszku, bo się przeliczysz.Dalej Leah pokarzmy mu kto jest góra w tej rodzinie.
Siostry z krzykiem wskoczyły na brata, a za nimi cała reszta lwiątek.Bawili się tak cały dzień, aż nadszedł czas na powrót do domu.Tak Dotti i Kofu czekali już na ich powrót.
-I jak się bawiliście?-Spytała Dotty.
-Było cudownie.Jutro też idziemy no nie?-Spytała Leah.
-No pewnie!
-Cieszę się, ze było fajnie, a teraz idźcie już spać.-Odparł kofu
-Są tacy słodcy.
-O tak.Mamy najwspanialsze dzieci na świecie.

Był wczesny ranek.Słońce jeszcze nie wyszło za horyzont, a z skały władców wydobywały się straszliwe krzyki Sawy.

-Hej obudźcie się!Idia wstawaj.Leah szybko!Co z wami?-Sawa na cały głos krzyczał zdenerwowany.
-Sawa, synku dlaczego tak krzyczysz?Jeszcze jest strasznie wcześnie.-Powiedział śpiący Kofu.
-Ja chcę się iść bawić, a nie marnować dzień na spaniu.Dalej!
-My jeszcze śpimy braciszku.Później pójdziemy.
-Ale ja chce teraz.
-No to idź sam i zobacz, że wasi przyjaciele jeszcze śpią.Jest za wcześnie.-Odrzekła Dotty.
-Ehh, dobra idę sam.Na pewno kogoś znajdę.
-Tylko uważaj na siebie!-Krzyknął za nim Kofu.
Mały lewek był zły, że nikt nie chciał z nim iść i naburmuszony wyruszył na Lwią Ziemię.
-Za wcześnie, za wcześnie.Jak można zmarnować życie na spaniu.
-Nie można, zgadzam się z tobą.
Książę odwrócił się i zobaczył Eclipse.Bardzo się ucieszył i podszedł do niej.
-Cześć Eclipse.Ty też już nie śpisz?
-Nie.Nie chciało mi się.Chcę się bawić!
-No to dawaj, ścigamy się do wodopoju.
-Dobra.
Lwiątka biegły najszybciej jak potrafiły.Równocześnie wskoczyły do chłodnej wody i zaczęły chlapać się wodą.
-Byłam pierwsza.Haha.
-A nieprawda bo ja.Wyprzedziłem cię o nos.
-Chciałbyć.To dawaj, rozstrzygnie nurkowanie.Jak najgłębiej.
-Zgoda.
Równocześnie zanurzyli się pod wodę i popłynęli jak najbliżej dna.Oboje dotknęli piasku i w tedy spojrzeli po sobie.Uśmiechnęli się do siebie.Blask słońca docierał na samo dno i gdy jego światło padło na lwiczkę Sawie wydawało się, ze jej futro świeci niczym gwiazdy na niebie.Lwiczka wydawała sie w tedy jeszcze piękniejsza.Z wrażenia otworzył pyszczek.Woda napłynęła mu do płuc.Szybko wypłynął na powierzchnię i zaczerpnął tchu.Przyjaciółka pomogła mu wydostać się na brzeg.Tam lewek krztusił się wodą.
-Eeee.Dzięki za pomoc.
-Nie ma za co.Wygrałeś zakład.
-Oboje byliśmy na dnie.
-Ale ty pierwszy dotknąłeś piasku.
Lwiczka odwróciła się i położyła na kamieniu.Sawa nigdy nie widział kogoś tak uczciwego.Podszedł i położył się obok.
-To co teraz robimy?
-Nie wiem, chyba wrócę do domu i coś zjem, bo już na pewno wszyscy wstali.
-Nie, nie idź jeszcze.Nawet dokładnie nie wiem gdzie mieszkasz.Czekaj ja coś upoluję.
-Ty?
-Tak, chwila.
Lewek zniknął w trawie, a Eclipse czekała na jego powrót.Sawa zastanawiał się, gdzie mieszka lwiczka.Nikt tego dokładnie nie wiedział.To była jej tajemnica.W tym samym czasie biała myślała czy zdradzić mu tajemnice jej rodziny oraz miejsce zamieszkania.Normalnie by tego nie robiła, ale wiedziała, ze może mu zaufać.Czuła do niego coś więcej niż przyjaźń.Na szczęście Sawa już wrócił z dużym gryzoniem w pysku.Położył zwierzaka przed jej łapami.
-Smacznego.
-Jej dzięki.Nie wiedziałam, że potrafisz polować.
-Dobry król musi zadbać o wyżywienie.
-A będziesz królem?
-Eee właściwie to nie wiem.Chyba nie.Sądzę, ze rodzice wybiorą Idię.Jest taka pomocna.
-Widzę, ze nie cieszysz się z tej perspektywy.
-No wiesz, kto nie chciał by rządzić.
-Wszystko rozumiem.
-To jak powiesz mi gdzie mieszkasz?-Zapytał z nadzieją.
-Eee, ja… tego, no wiesz… o patrz tam!Coś się dzieje.
Lewek był zdziwiony jej odpowiedzią i lekko zawiedziony, ale skoro nie chciała to musiała mieć powody więc postanowił nie pytać więcej.Spojrzał we wskazanym przez nią kierunku.Faktycznie coś się działo.
-Chodź Ecli, zobaczymy o co chodzi.
-To może być niebezpieczne Sawa.
-Spokojnie, jeśli coś będzie nie tak obronię cię.
Podeszli bliżej. Zwierzęta zrobiły im przejście były maluchy mogły zobaczyć co było powodem zgromadzenia.Dwa młode gepardy w ich wieku zaciekle walczyły ze sobą gryząc, drapiąc i raniąc się do krwi.Walka była na serio.Najwidoczniej na śmierć i życie.Sawa wiedział, ze gepardy denerwują się o byle co, więc postanowił działać jak najszybciej.
-Ej moi drodzy spokojnie.Macie natychmiast przestać.-Ryknął książę.
Gepardy zaprzestały walki i spojrzały na niego.
-Spadaj z tond.To nie twoja sprawa.-Warknął jeden.
-Właśnie, spadaj kociaku i zajmij się sobą.
Sawa chciał się na niego rzucić, ale powstrzymał się.Był odrobinę większy więc z łatwością by go pokonał.
-Rozkazuję wam.
-Sawa uważaj.-Szepnęła Eclipse.
-A kim jesteś żeby nam mówić co mamy robić?
-Jestem księciem Lwiej Ziemi.I rozkazuję wam przestać.
Tym razem koty spojrzały na niego ze skruchą.
-No tak lepiej.Powiedzcie, o co chodzi?
-Książę, ten tutaj chciał zabrać mi moją zdobycz.
-Nie jest twoja.Znalzłem ją.
-Ja ją upolowałem!
-Kłamca.
Gepardy zaczęły się kłócić.Sawa szukał wzrokiem zdobyczy.Eclipse wskazała mu ją łapką.Była to duża ryba, naprawdę duża, ale młody gepard mógł ją złapać.Sawa myślał nad rozwiązaniem zagadki.W końcu wpadł na pomysł.
-Kiedy złapałeś zdobycz?
-Dokładnie przed chwilą.-Odrzekł.
-Gepardzie możesz nam powiedzieć gdzie złapałeś tą rybę.-Ten chwilę się zawahał.
-Eee… no tam.
Wskazał łapką wodopój gdzie jeszcze przed chwilą nurkowały i chlapały się lwiątka.Sawa był już pewien wszystkiego.
-Twoja odpowiedź wskazuje, ze kłamiesz.Jeszcze przed chwilą ja i moja przyjaciółka pływaliśmy tam i ciebie nie było.
-Potwierdzam.Widziałam ich tam.-Powiedziała jakaś żyrafa.
-A poza tym, jesteś suchy.Nie mogłeś złowić tej ryby.Więc jak?
-Eghh.No dobrze macie rację.Nie złapałem jej.-Powiedział gepard ze skruchą.-Przepraszam cię.
-No już dobrze.Nic się właściwie nie stało.Może zjesz ze mną?-Zapytał drugi.
-Jeśli mogę, to jasne.
-Dziękuję książę.
-Nie ma za co.Na razie.
Sawa i Eclipse odchodzili, a co niektóre zwierzęta gratulowały mu dobrej roboty.Ecli cały czas dookoła niego skakała i cieszyła się.
-Jej Sawa to było super.I nadal sądzisz, ze nie będziesz królem?
-Nikt o tym nie wie.
-Na pewno się dowiedzą.

Było już południe i lwiątka wróciły na polane gdzie zawsze się bawili.Byli już tam ich wszyscy przyjaciele.Uradowali się widząc nadchodzącą dwójkę.
-No nareszcie, gdzie wyście byli?-Spytał Asante.
-Rano wyszedłeś i przepadłeś.-Powiedziała Idia.
-Wy nie chciałyście a ja znalazłem Ecli i razem łaziliśmy.
-Dobra nie ważne.Bawmy się w berka.
Lwiątka zgodziły się.Biegały przez całe południe, skakały na siebie i pływały.Wieczorem wszyscy razem wracali do domu.

Eclipse pożegnała się i pobiegła do siebie.Dotti i Kofu już na nich czekali z kolacją.Przed samym wejściem Kofu zatrzymał syna.
-Słyszeliśmy czego dzisiaj dokonałeś.
-Daj spokój tato.To nic takiego.
-Ależ tak synku.
-Ja tylko pomogłem.
-I to wystarczyło, aby zapobiec śmierci.Jesteśmy z ciebie dumni.-Powiedziała Dotty i polizała syna po głowie.-Idź jeść ty mój mały bohaterze.
-Mamo.-Powiedział z wyrzutem.
Kofu i Dotty rozśmiali się i weszli za synem do jaskini.Zjedli kolację i położyli się spać.